Jedzeniowa Podróż przez Cypr i Albanię – Dziennik Podróżnika

Jeśli podróże nauczyły mnie jednej rzeczy, to tego: nigdy nie ufaj osobie, która nie kocha jedzenia. A jeśli wybierasz się na Cypr lub do Albanii, to przygotuj się na solidną ucztę, bo w tych krajach nikt nie bierze jedzenia na lekko. Przez ostatni tydzień testowałem lokalne smaki i mogę powiedzieć jedno – moje kubki smakowe są mi dozgonnie wdzięczne. Moje spodnie? Już trochę mniej.

Cypr – Nie tylko halloumi (ale też halloumi!)

Przyleciałem na Cypr z wysokimi oczekiwaniami, ale to, co tam zjadłem, totalnie mnie zaskoczyło. Oczywiście, pierwsze, co wpadło mi w ręce, to halloumi – no bo jak być na Cyprze i nie zjeść halloumi? Grillowane na złoto, chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku – serio, czemu ten ser nie jest podstawą diety na całym świecie?

Ale największe wrażenie zrobiło na mnie souvla. Gigantyczne kawałki mięsa, obracające się leniwie nad węglem przez kilka godzin, aż stają się tak soczyste, że rozpływają się w ustach. Do tego tzatziki, pita i… przepraszam, zgubiłem się w marzeniach.

Potem spróbowałem sheftalia, czyli kiełbasek bez tradycyjnej osłonki, za to owiniętych cienką warstwą tłuszczu. Brzmi dziwnie? Może. Ale smak? Kosmos! Podawane w ciepłej cypryjskiej picie z cytryną i natką pietruszki – raj!

No i na koniec loukoumades. Małe kulki ciasta smażone na złoto i skąpane w miodzie – coś jak Greckie pączki, ale dużo lepsze.

Albania – Smakowita Niespodzianka

Myślałem, że po Cyprze nic mnie już nie zaskoczy. Potem wylądowałem w Albanii, a los powiedział: “Trzymaj piwo.”

Pierwsze, co spróbowałem, to byrek – złociste, chrupiące ciasto nadziewane serem, mięsem lub szpinakiem. Można je dostać wszędzie – w piekarniach, na ulicznych straganach, a nawet w restauracjach. Tanie, sycące i idealne, gdy jesteś w biegu.

Potem przyszła pora na tave kosi, czyli jagnięcinę zapiekaną w sosie jogurtowym. Wygląda jak coś, co babcia zrobiłaby „na szybko”, ale smak… WOW! Gęste, kremowe i absolutnie pyszne.

No i oczywiście rakia. Ostrzegano mnie, że to mocny alkohol. Myślałem: “Ile może mieć? 40%? Pikuś!” Otóż nie. Jeden łyk – poczułem, jak moje dusza opuszcza ciało. Dwa łyki – uznałem, że umiem tańczyć jak Albańczyk. Nie umiem.

Czego Byś Spróbował?

Jadłeś kiedyś Cypryjskie albo Albańskie jedzenie? Które z tych dań brzmi najbardziej kusząco? Daj znać w komentarzach – i pamiętaj, na tę podróż weź luźne spodnie!

Leave a comment